- Słuchaj ... - zaczęłam nie wiedząc jak to ująć- Mój brat zginął w Iraku. Wiem, jak to jest stracić kogoś na kim ci zalezy na wojnie - powiedziałam spoglądając dziewczynie prosto w oczy.
Przez chwilę panowała cisza. Krzysiek wybałuszał na mnie oczy, lekarze i ludzie na sali nie interesowali się nami, a dziewczyna myślała nad odpowiedzią. Po chwili :
- Ale Pani ... - myślałam, że będzie spojonie - NIE STRACIŁA OJCA! NIE WIEM KIM DLA PANI BYŁ PANI BRAT, ALE NIE BYŁ PANI OJCEM!!!!
Wykrzyczała to na jednym tchu, ale nie patrzyła mi w oczy. Stałam patrząc się to na Krzyśka, to na dziewczynę. Ona odwróciła się od nas na drugi bok i się nie odzywała. Postanowiłam nie drążyć tematu i nie doprowadzać małej do większego szału. Ręką skinęłam na Krzycha i wyszliśmy na parking. do radiowozu slziśmy w milczeniu. Jednak kiedy wsiedliśmy Krzysiek zaczął rozmowę, która w skutkach miała mieć okropną tragedię.
- Opowiesz mi coś o swoim bracie?
- taak. Miał na imię Adam - zaczęłam, ale strasznie trudno mi się rozmawiało - był ode mnie 10 lat starszy. Pomimo tego dogadywaliśmy się świetnie. Kiedy miałam 11 lat wstąpił do wojska. Z własnej nieprzymusowej woli. Ale nie było większej różnicy, bo w każdy weekend był w domu. Niestety, w miesiąc po tym jak wstąpił do armii, wysłali go do iraku. Nic nie powiedział, wszedł tylko do domu zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i powiedział "Mogę nie wrócić". Potem pocałował mamę w policzek a mnie uściskał i pocałował w czoło. Na porzegnanie dał mi łańcuszek w kształcie krzyża. Miał mnie strzec, jeżeli nie wróci. Dwa tygodnie później dostaliśmy wiadomość o jego śmierci. Mama się załamała i popadła w alkocholizm, natomiast ja w depresję. Cięłam się, dwa razy próbowałam się zabić. Póżniej zaczęłam chodzić do szkolnego psychologa. Ale to tylko pogorszyło sprawę. Ten dupek nazywał mnie "lamusem", "szmatą", "ciotą, która nie może się pogodzić ze śmiercią kogoś bliskiego". Może to i była w jakiś sposób terapia, ale nie wyleczyło mnie to. Wręcz popadłam w większą depresję niż wcześniej. dlatego w gimnazjum byłam wyśmiewana. I właśnie to, że nikt ale to nikt nie próbował mi pomóc mnie wyleczyło. To, że musiałam sobie zawsze radzić sama i obojętność wszystkich na to co się ze mną dzieje dały mi do myślenia. Dlatego wstąpiłam do policji, bo chciałam pomagać takim, którzy sami sobie nie radzą.
- Przykro mi. ja spędziłem życie w domu dziecka odcięty od rzeczywistości panującej na ulicach. W szkole mówili o mnie "margines społeczny". A proszę, na kogo wyrosłem! Na policjanta, który likwiduje takich dupków i kretynów, którzy znęcają się nad słabszymi.
Milczałam. Nie miałam nic sensownego w głowie, żeby powiedzieć cokolwiek. westchnęłam. Nagle usłyszałam trzask opony. Póżniej widziałam drzewa na przeciw nas. Krzysiek próbował coś zrobić, ale ja wiedziałam co to oznacza.
- Jeszcze kiedyś się spotakmy! Do zobaczenia!
Widziałam tą rozpaczz w jego oczach. Ale jedno z nas musiało zginąć, żeby drugie mogło przeżyć. chciałam, żebym to była ja, bo Krzysiek jest bardziej potrzebny na tym świecie.
Nagle TRZASK HUK I CIEMNO PRZED OCZAMI. Poczułam zimny oddech śmierci i zobaczyłam jak Krzysiek leży bezwładnie na siedzeniu obok niego leżałam ja. Byłam duszą, która albo zostanie, albo umrze. Obok widziałam duszę Krzyśka, która wpatrywała się we mnie. Na przeciw nas stała śmierć, odziana w czarne łachamny z kosą w ręku.
- Moją decyzją umiera Krzysztof Zapała. Alicjo wracasz.
Nie pozwoliłam na to. Chwyciłam się duszy Krzyśka i poczułam, że wracam do ciała. Ale pociągnęłam Krzyśka do jego ciała. Wpadł tam i poszybowaliśmy. Widziałam tylko wściekłą "twarz" śmierci.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Obok mnie na łóżku leżał Krzysiek. Miał złamaną rękę i po za tym nic. Ja miałam złamaną nogę i chyba rozcięty łuk brwiowy. Obok niego siedziała czarnowłosa kobieta i mały blondyn. Kiedy zobaczyli, że się obudziłam podeszli do mojego łóżka. Byłam pewna, że chcą na mnie nakrzyczeć, że doprowadziłam do wypadku. Ale jednak nie
- Dzięuję - wyszeptała kobieta - Krzysiu mi wszystko opowiedział. Uratowałaś go i ściągnęłaś go z ramion śmierci. Dzięuję.
- Uratowałaś mojego tatę. Będę ci za to do końca życia wdzięczny.
Wzruszyłam się tymi słowami
******************
Siema! Długie opowiadanie (może trochę smutne) ale fajne :D Podobał wam się wątek ze śmiercią. Dlaczego Ala to widziała- bo miała depresję - ale, Krzysiek? Co myślicie o reakcji Emilki i Tośka?
Pozdro Madritta
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz