Od tamtego wypadku minęło 5 miesięcy. Krzysiek i ja wróciliśmy już do pracy. Ja jeszcze przez kilka dni byłam w papierologi, ale obecnie jestem zpowrotem na patrolu. Dzisiaj jest 17 października. Rocznica śmierci mojego brata. 14 rocznica śmierci mojego brata... Mam ochotę się teraz rzucić z okna i zostawić to wszystko, ale wiem, że mam dla kogo żyć. Krzysiek jest moim przyjacielem, oprócz niego są też inne osoby. Przejechałam ręką po twarzy. "Morawska ogarnij dupe!" - skarciłam się w myślach. Poszłam do łazienki i w miarę się ogarnęłam. Ubrałam się na czarno zrobiłam ciemny makijaż i wyszłam do pracy. Kiedy przyszłam do pracy, nikogo nie było. Poszłam się więc przebrać. Kiedy wróciłam do pokoju wszedł Krzysiek. On, w przeciwieństwie do mnie, był cały w skowronkach. Przynajmniej on miał powody do radości.
- Czeeść!- krzyknął
- eść - mruknełam w odpowiedzi.
- co jest?
- to już 14 lat.
- Co "14 lat"?
- Jak Adam zginął w Iraku.
- Przykro mi - spochmurniał
- Popsułam ci dzień. Jestem idiotką - zaczęłam.
- Nie jesteś - powiedział i podszedł do mnie kładąc mi rękę na ramieniu.
- Krzysiek...
- Nie rozdrapuj starych ran, rozumiesz? Nie przeżywaj drugi raz tego samego bólu, bo to NIC nie da.
Nic nie powiedziałam tylko pokiwałam głową. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Odeszłam od Krzyśka i usiadłam przy biurku. Krople łez spadały na nie, tworząc kałuże. Do pokoju wszedł Jacek. Chciał coś powiedzieć, ale zobaczył co się ze mną dzieje. Spojrzał pytająco na Krzyśka, na co on szepnął: "Musi się wypłakać". Byłam mu za to wdzięczna.
Hejo miśki! I jak rozdizał? Ja wiem, że była długa przerwa... Ciii xDDD
P.S Chcecie, żebym rozwaliła związek KrzEmi? I stworzyła KrzAl? XDDDD
Rega
sobota, 17 grudnia 2016
piątek, 11 listopada 2016
Rozdział 4 "Żniwiarz, którego imię to śmierć"
- Słuchaj ... - zaczęłam nie wiedząc jak to ująć- Mój brat zginął w Iraku. Wiem, jak to jest stracić kogoś na kim ci zalezy na wojnie - powiedziałam spoglądając dziewczynie prosto w oczy.
Przez chwilę panowała cisza. Krzysiek wybałuszał na mnie oczy, lekarze i ludzie na sali nie interesowali się nami, a dziewczyna myślała nad odpowiedzią. Po chwili :
- Ale Pani ... - myślałam, że będzie spojonie - NIE STRACIŁA OJCA! NIE WIEM KIM DLA PANI BYŁ PANI BRAT, ALE NIE BYŁ PANI OJCEM!!!!
Wykrzyczała to na jednym tchu, ale nie patrzyła mi w oczy. Stałam patrząc się to na Krzyśka, to na dziewczynę. Ona odwróciła się od nas na drugi bok i się nie odzywała. Postanowiłam nie drążyć tematu i nie doprowadzać małej do większego szału. Ręką skinęłam na Krzycha i wyszliśmy na parking. do radiowozu slziśmy w milczeniu. Jednak kiedy wsiedliśmy Krzysiek zaczął rozmowę, która w skutkach miała mieć okropną tragedię.
- Opowiesz mi coś o swoim bracie?
- taak. Miał na imię Adam - zaczęłam, ale strasznie trudno mi się rozmawiało - był ode mnie 10 lat starszy. Pomimo tego dogadywaliśmy się świetnie. Kiedy miałam 11 lat wstąpił do wojska. Z własnej nieprzymusowej woli. Ale nie było większej różnicy, bo w każdy weekend był w domu. Niestety, w miesiąc po tym jak wstąpił do armii, wysłali go do iraku. Nic nie powiedział, wszedł tylko do domu zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i powiedział "Mogę nie wrócić". Potem pocałował mamę w policzek a mnie uściskał i pocałował w czoło. Na porzegnanie dał mi łańcuszek w kształcie krzyża. Miał mnie strzec, jeżeli nie wróci. Dwa tygodnie później dostaliśmy wiadomość o jego śmierci. Mama się załamała i popadła w alkocholizm, natomiast ja w depresję. Cięłam się, dwa razy próbowałam się zabić. Póżniej zaczęłam chodzić do szkolnego psychologa. Ale to tylko pogorszyło sprawę. Ten dupek nazywał mnie "lamusem", "szmatą", "ciotą, która nie może się pogodzić ze śmiercią kogoś bliskiego". Może to i była w jakiś sposób terapia, ale nie wyleczyło mnie to. Wręcz popadłam w większą depresję niż wcześniej. dlatego w gimnazjum byłam wyśmiewana. I właśnie to, że nikt ale to nikt nie próbował mi pomóc mnie wyleczyło. To, że musiałam sobie zawsze radzić sama i obojętność wszystkich na to co się ze mną dzieje dały mi do myślenia. Dlatego wstąpiłam do policji, bo chciałam pomagać takim, którzy sami sobie nie radzą.
- Przykro mi. ja spędziłem życie w domu dziecka odcięty od rzeczywistości panującej na ulicach. W szkole mówili o mnie "margines społeczny". A proszę, na kogo wyrosłem! Na policjanta, który likwiduje takich dupków i kretynów, którzy znęcają się nad słabszymi.
Milczałam. Nie miałam nic sensownego w głowie, żeby powiedzieć cokolwiek. westchnęłam. Nagle usłyszałam trzask opony. Póżniej widziałam drzewa na przeciw nas. Krzysiek próbował coś zrobić, ale ja wiedziałam co to oznacza.
- Jeszcze kiedyś się spotakmy! Do zobaczenia!
Widziałam tą rozpaczz w jego oczach. Ale jedno z nas musiało zginąć, żeby drugie mogło przeżyć. chciałam, żebym to była ja, bo Krzysiek jest bardziej potrzebny na tym świecie.
Nagle TRZASK HUK I CIEMNO PRZED OCZAMI. Poczułam zimny oddech śmierci i zobaczyłam jak Krzysiek leży bezwładnie na siedzeniu obok niego leżałam ja. Byłam duszą, która albo zostanie, albo umrze. Obok widziałam duszę Krzyśka, która wpatrywała się we mnie. Na przeciw nas stała śmierć, odziana w czarne łachamny z kosą w ręku.
- Moją decyzją umiera Krzysztof Zapała. Alicjo wracasz.
Nie pozwoliłam na to. Chwyciłam się duszy Krzyśka i poczułam, że wracam do ciała. Ale pociągnęłam Krzyśka do jego ciała. Wpadł tam i poszybowaliśmy. Widziałam tylko wściekłą "twarz" śmierci.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Obok mnie na łóżku leżał Krzysiek. Miał złamaną rękę i po za tym nic. Ja miałam złamaną nogę i chyba rozcięty łuk brwiowy. Obok niego siedziała czarnowłosa kobieta i mały blondyn. Kiedy zobaczyli, że się obudziłam podeszli do mojego łóżka. Byłam pewna, że chcą na mnie nakrzyczeć, że doprowadziłam do wypadku. Ale jednak nie
- Dzięuję - wyszeptała kobieta - Krzysiu mi wszystko opowiedział. Uratowałaś go i ściągnęłaś go z ramion śmierci. Dzięuję.
- Uratowałaś mojego tatę. Będę ci za to do końca życia wdzięczny.
Wzruszyłam się tymi słowami
******************
Siema! Długie opowiadanie (może trochę smutne) ale fajne :D Podobał wam się wątek ze śmiercią. Dlaczego Ala to widziała- bo miała depresję - ale, Krzysiek? Co myślicie o reakcji Emilki i Tośka?
Pozdro Madritta
:)
Przez chwilę panowała cisza. Krzysiek wybałuszał na mnie oczy, lekarze i ludzie na sali nie interesowali się nami, a dziewczyna myślała nad odpowiedzią. Po chwili :
- Ale Pani ... - myślałam, że będzie spojonie - NIE STRACIŁA OJCA! NIE WIEM KIM DLA PANI BYŁ PANI BRAT, ALE NIE BYŁ PANI OJCEM!!!!
Wykrzyczała to na jednym tchu, ale nie patrzyła mi w oczy. Stałam patrząc się to na Krzyśka, to na dziewczynę. Ona odwróciła się od nas na drugi bok i się nie odzywała. Postanowiłam nie drążyć tematu i nie doprowadzać małej do większego szału. Ręką skinęłam na Krzycha i wyszliśmy na parking. do radiowozu slziśmy w milczeniu. Jednak kiedy wsiedliśmy Krzysiek zaczął rozmowę, która w skutkach miała mieć okropną tragedię.
- Opowiesz mi coś o swoim bracie?
- taak. Miał na imię Adam - zaczęłam, ale strasznie trudno mi się rozmawiało - był ode mnie 10 lat starszy. Pomimo tego dogadywaliśmy się świetnie. Kiedy miałam 11 lat wstąpił do wojska. Z własnej nieprzymusowej woli. Ale nie było większej różnicy, bo w każdy weekend był w domu. Niestety, w miesiąc po tym jak wstąpił do armii, wysłali go do iraku. Nic nie powiedział, wszedł tylko do domu zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i powiedział "Mogę nie wrócić". Potem pocałował mamę w policzek a mnie uściskał i pocałował w czoło. Na porzegnanie dał mi łańcuszek w kształcie krzyża. Miał mnie strzec, jeżeli nie wróci. Dwa tygodnie później dostaliśmy wiadomość o jego śmierci. Mama się załamała i popadła w alkocholizm, natomiast ja w depresję. Cięłam się, dwa razy próbowałam się zabić. Póżniej zaczęłam chodzić do szkolnego psychologa. Ale to tylko pogorszyło sprawę. Ten dupek nazywał mnie "lamusem", "szmatą", "ciotą, która nie może się pogodzić ze śmiercią kogoś bliskiego". Może to i była w jakiś sposób terapia, ale nie wyleczyło mnie to. Wręcz popadłam w większą depresję niż wcześniej. dlatego w gimnazjum byłam wyśmiewana. I właśnie to, że nikt ale to nikt nie próbował mi pomóc mnie wyleczyło. To, że musiałam sobie zawsze radzić sama i obojętność wszystkich na to co się ze mną dzieje dały mi do myślenia. Dlatego wstąpiłam do policji, bo chciałam pomagać takim, którzy sami sobie nie radzą.
- Przykro mi. ja spędziłem życie w domu dziecka odcięty od rzeczywistości panującej na ulicach. W szkole mówili o mnie "margines społeczny". A proszę, na kogo wyrosłem! Na policjanta, który likwiduje takich dupków i kretynów, którzy znęcają się nad słabszymi.
Milczałam. Nie miałam nic sensownego w głowie, żeby powiedzieć cokolwiek. westchnęłam. Nagle usłyszałam trzask opony. Póżniej widziałam drzewa na przeciw nas. Krzysiek próbował coś zrobić, ale ja wiedziałam co to oznacza.
- Jeszcze kiedyś się spotakmy! Do zobaczenia!
Widziałam tą rozpaczz w jego oczach. Ale jedno z nas musiało zginąć, żeby drugie mogło przeżyć. chciałam, żebym to była ja, bo Krzysiek jest bardziej potrzebny na tym świecie.
Nagle TRZASK HUK I CIEMNO PRZED OCZAMI. Poczułam zimny oddech śmierci i zobaczyłam jak Krzysiek leży bezwładnie na siedzeniu obok niego leżałam ja. Byłam duszą, która albo zostanie, albo umrze. Obok widziałam duszę Krzyśka, która wpatrywała się we mnie. Na przeciw nas stała śmierć, odziana w czarne łachamny z kosą w ręku.
- Moją decyzją umiera Krzysztof Zapała. Alicjo wracasz.
Nie pozwoliłam na to. Chwyciłam się duszy Krzyśka i poczułam, że wracam do ciała. Ale pociągnęłam Krzyśka do jego ciała. Wpadł tam i poszybowaliśmy. Widziałam tylko wściekłą "twarz" śmierci.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Obok mnie na łóżku leżał Krzysiek. Miał złamaną rękę i po za tym nic. Ja miałam złamaną nogę i chyba rozcięty łuk brwiowy. Obok niego siedziała czarnowłosa kobieta i mały blondyn. Kiedy zobaczyli, że się obudziłam podeszli do mojego łóżka. Byłam pewna, że chcą na mnie nakrzyczeć, że doprowadziłam do wypadku. Ale jednak nie
- Dzięuję - wyszeptała kobieta - Krzysiu mi wszystko opowiedział. Uratowałaś go i ściągnęłaś go z ramion śmierci. Dzięuję.
- Uratowałaś mojego tatę. Będę ci za to do końca życia wdzięczny.
Wzruszyłam się tymi słowami
******************
Siema! Długie opowiadanie (może trochę smutne) ale fajne :D Podobał wam się wątek ze śmiercią. Dlaczego Ala to widziała- bo miała depresję - ale, Krzysiek? Co myślicie o reakcji Emilki i Tośka?
Pozdro Madritta
:)
czwartek, 20 października 2016
Rozdział 3 "Nienawidzę go!"
Zmroziło mnie na ten widok. W mieszkaniu wszystko bylo tam gdzie niepowinno. Obrazy na podlodze, rozbite naczynia i... krew. Na kanapie lezala dziewczynka. Krwawila. Lekarze już się nią zajmowali. Na kanapie obok siedział mężczyzna prawdopodobnie ojciec dziewczynki. Policjanci dalej stali w progu. Nagle z kuchni wypadła kobieta. W ręce miała czerwoną torebkę.
- ty idioto!-ryknęła
Dziewczynka błyskawicznie zatkała uszy. Ojciec dziecka wstał i podszedł do kobiety. przyglądałam się tej scenie ze zdumieniem. Kobieta nie chciała słuchać męża. Wyszła trzaskając drzwiami.
*Radiowóz*
Siedziałam w aucie i nie mogłam się skupić na niczym. Cały czas zastanawiałam się jak ten wazon spadł na nogę tej dziewczynki. Byłam tak cały czas, kiedy Krzysiek wyrwał mnie z zamyślenia.
- Co jest?
- Ale co?
- Widzę, że o czymś ciągle myślisz.
- O tej dziewczynce. Nie mogę znaleść rozwiązania tej sprawy.
- 00 do 06 - odezwał się dyżurny
- Zgłaszam 00 - odpowiedziałam
- Podjedźcie na Taugutta do szpitala. dziewczyna z porannej interwencji chce z wami pogadać sam na sam.
- Ok jedziemy. - a więc sprawa ma drugie dno.
Po pięciu minutach byliśmy na miejscu. weszliśmy do sali gdzie leżała dziewczynka. Siedziała i patrzyła się w okno.
- Nie powinna leżeć?-zapytałam lekarza
- Powiedziała, ze dopóki nie przyjedziecie nie położy się.
Podeszłam do dziewczynki.
- Cześć o czym chciałaś porozmawiać?
- To nie był wypadek.
- Słucham?
- specjalnie zrzuciłam sobie ten wazon na nogę. Chciałam, że by mama i Tomek przestali się już kłócić.
- Tomek? To nie twój ojciec?
- Mój ojciec zginął na wojnie. Był żołnierzem. Został wysłany do Iraku na wojnę. Nie wrócił. Jak tata umarł to mama poznała Tomka. Nienawidzę go! Nikt nie zastapi mi ojca!
Coś o tym wiedziałam ...
hej ludzie! Opowiadanie pisane na szybko przpraszam za błędy. Jak myślicie co Ala miała na myśli mówiąc "Coś o tym wiedziałam"?
Madrita
- ty idioto!-ryknęła
Dziewczynka błyskawicznie zatkała uszy. Ojciec dziecka wstał i podszedł do kobiety. przyglądałam się tej scenie ze zdumieniem. Kobieta nie chciała słuchać męża. Wyszła trzaskając drzwiami.
*Radiowóz*
Siedziałam w aucie i nie mogłam się skupić na niczym. Cały czas zastanawiałam się jak ten wazon spadł na nogę tej dziewczynki. Byłam tak cały czas, kiedy Krzysiek wyrwał mnie z zamyślenia.
- Co jest?
- Ale co?
- Widzę, że o czymś ciągle myślisz.
- O tej dziewczynce. Nie mogę znaleść rozwiązania tej sprawy.
- 00 do 06 - odezwał się dyżurny
- Zgłaszam 00 - odpowiedziałam
- Podjedźcie na Taugutta do szpitala. dziewczyna z porannej interwencji chce z wami pogadać sam na sam.
- Ok jedziemy. - a więc sprawa ma drugie dno.
Po pięciu minutach byliśmy na miejscu. weszliśmy do sali gdzie leżała dziewczynka. Siedziała i patrzyła się w okno.
- Nie powinna leżeć?-zapytałam lekarza
- Powiedziała, ze dopóki nie przyjedziecie nie położy się.
Podeszłam do dziewczynki.
- Cześć o czym chciałaś porozmawiać?
- To nie był wypadek.
- Słucham?
- specjalnie zrzuciłam sobie ten wazon na nogę. Chciałam, że by mama i Tomek przestali się już kłócić.
- Tomek? To nie twój ojciec?
- Mój ojciec zginął na wojnie. Był żołnierzem. Został wysłany do Iraku na wojnę. Nie wrócił. Jak tata umarł to mama poznała Tomka. Nienawidzę go! Nikt nie zastapi mi ojca!
Coś o tym wiedziałam ...
hej ludzie! Opowiadanie pisane na szybko przpraszam za błędy. Jak myślicie co Ala miała na myśli mówiąc "Coś o tym wiedziałam"?
Madrita
wtorek, 4 października 2016
Rozdział 2 "Gorzki smak szczęścia"
Wyjechaliśmy na patrol. Przez kilka pierwszysch minut jechaliśmy w ciszy. jednak chwilkę później Krzychu zaczął rozmowę:
- Może się bliżej poznamy? Opowiedz mi jak tam u ciebie. Co robisz, hobby, rodzina itd.-powiedział uśmiechając się.
- No wiesz, przeniosłam się z Psiego Pola tutaj, zabardzo okolicy nie znam. Hobby? Bieganie, jeżdżenie motorem ... -nie dokończyłam
- Motorem?-prawie wykrzyknął Krzychu.
- No tak, motorem. A rodziny nie mam, rozpadła się kiedy miałam siedem lat. Chłopak mnie zdradził. Jednym słowem. Pustka.
Widziałam zmieszanie na twarzy Krzyśka, kiedy mu o tym opowiadałam. Nie wiedziałam jakie on miał życie, ale było napewno lepsze od mojego.
*Krzysiek*
Po tym jak Ala mi powiedziała, co w jej rodzinie się działo, poczułem taką dziwną mieszankę wybuchową. Moje problemy wydawały się błache, nieistniejące. Ja już problemów nie miałem.
- A ja wiesz, szczęśliwy. Mam dziewczynę, zaraz narzeczoną, która jest w ciąży, dziewięcioletniego syna, Tośka.
*Ala*
Zdziwiłam się, że Krzysiek w wieku 27 lat, ma już syna. I teraz ma jeszcze narzeczoną. A więc mój ni będzie. Westchnęłam i spojrzałam w przednia szybę. Krzysiek też zamilkł. Tą niezręczną ciszę przerwał dyżurny.
- 00 do 06-Krzysiek spojrzał na mnie znacząco, więc chwyciłam radiostację.
- 00 zgłaszam.
- Jest wezwanie na ulicę Konopnickiej około numeru 13. Doszło tam do jakiejś awantury domowej, i została poszkodowana dziewczynka. jedzcie tam na bombach, karetka już jest w drodze.
- Okej, przyjęłam bez odbioru.
Po pięciu minutach policjanci dotarli na miejsce. To co tam zobaczyli było straszne...
Jestem! Przepraszam, że tak długo nie było opowiadań, ale szkoła, zajęcia dodatkowe, brak internetu itp. Jak myślicie, co krzysiek i Ala ujrzeli po przyjeździe na miejsce?
Pozdro
Mada
- Może się bliżej poznamy? Opowiedz mi jak tam u ciebie. Co robisz, hobby, rodzina itd.-powiedział uśmiechając się.
- No wiesz, przeniosłam się z Psiego Pola tutaj, zabardzo okolicy nie znam. Hobby? Bieganie, jeżdżenie motorem ... -nie dokończyłam
- Motorem?-prawie wykrzyknął Krzychu.
- No tak, motorem. A rodziny nie mam, rozpadła się kiedy miałam siedem lat. Chłopak mnie zdradził. Jednym słowem. Pustka.
Widziałam zmieszanie na twarzy Krzyśka, kiedy mu o tym opowiadałam. Nie wiedziałam jakie on miał życie, ale było napewno lepsze od mojego.
*Krzysiek*
Po tym jak Ala mi powiedziała, co w jej rodzinie się działo, poczułem taką dziwną mieszankę wybuchową. Moje problemy wydawały się błache, nieistniejące. Ja już problemów nie miałem.
- A ja wiesz, szczęśliwy. Mam dziewczynę, zaraz narzeczoną, która jest w ciąży, dziewięcioletniego syna, Tośka.
*Ala*
Zdziwiłam się, że Krzysiek w wieku 27 lat, ma już syna. I teraz ma jeszcze narzeczoną. A więc mój ni będzie. Westchnęłam i spojrzałam w przednia szybę. Krzysiek też zamilkł. Tą niezręczną ciszę przerwał dyżurny.
- 00 do 06-Krzysiek spojrzał na mnie znacząco, więc chwyciłam radiostację.
- 00 zgłaszam.
- Jest wezwanie na ulicę Konopnickiej około numeru 13. Doszło tam do jakiejś awantury domowej, i została poszkodowana dziewczynka. jedzcie tam na bombach, karetka już jest w drodze.
- Okej, przyjęłam bez odbioru.
Po pięciu minutach policjanci dotarli na miejsce. To co tam zobaczyli było straszne...
Jestem! Przepraszam, że tak długo nie było opowiadań, ale szkoła, zajęcia dodatkowe, brak internetu itp. Jak myślicie, co krzysiek i Ala ujrzeli po przyjeździe na miejsce?
Pozdro
Mada
sobota, 1 października 2016
Rozdział 1 "Koniec Marzeń, Nowa rzeczywistość"
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek. Była szósta trzynaście. Jak zwykle wstałam za wcześnie. Dzisiaj był poniedziałek, pierwszy dzień w nowej pracy. Przewróciłam oczami. W ogóle nie chciałam tam iść. Jestem trochę chłopczycą, mam trochę męski głos. To właśnie z tego powodu byłam prześladowana w gimnazjum. Obróciłam się na drugi bok, westchnęłam i zamknęłam oczy próbując zasnąć. Jednak mój mózg postanowił, że wyda polecenie o wstaniu z łóżka. Pięć minut później byłam już na nogach. Poszłam do łazienki i związałam moje blond włosy w kucyka. Poszłam się ogarnąć, umyć, ubrać w cos normalnego i zjeść śniadanie. O siódmej piętnaście mogłam zaczynać mój dzień. Wzięłam moją torbę, spakowałam klucze, telefon, chusteczki i wszystkie potrzebne mi do życia rzeczy. Wyszłam z mieszkania i wsiadłam do mojego auta. Nie ujechałam nawet dwóch metrów, kiedy silnik stanął i za nic w świecie nie chciał ruszyć.
- Kur*a!-zaklnęłam.
Na naprwie auta się nie znałam. Na piechotę nie dojdę, za daleko. Przysiadłam na krawężniku i zaczęłam myśleć. Nagle sobie o czymś przypomniałam. Obok mojego bloku znajdował się przystanek autobusowy. Może z niego uda się dojechać na komendę. Pamiętałam, że znajduje się na bielanach na ulicy ... No właśnie jakiej? Dobra Bielany, nie Bielany. Ruszyłam się z krawężnika i poszłam w stronę przystanku. Kiedy tam doszłam dojeżdżał autobus nr 820. Szybko spojrzałam na rozkład jazdy. Teoretycznie dojadę tym do "Komendy Miejskiej Policji We Wrocławiu". Szybko wsiadłam do autobusu, zaraz za mną wsiadł wysoki, czarnowłosy mężczyzna z brodą, słuchający muzyki. Spojrzałam na niego. Był dobrze zbudowany. Szkoda, że prawdopodobnie widzę go pierwszy i ostatni raz w życiu. Jechałam kilka przystnków, mężczyzna nie wysiadał. Przez chwilę nasunęła mi się myśl, że też jest policjantem KMP, ale szybko wyrzuciłam to z myśli. Autobus zatrzymał się na przystanku "KMP Wrocław''. Wysiadłam i ze zdziwieniem zauważyłam, że carnowłosy też wysiada. "Może to tylko zbieg okoliczności"-pomyślałam. Przyśpieszyłam kroku i weszłam na komendę. W wielkim czerwono-brązowym budynku mieściła się recepcja i schody na pierwze piętro. Zamrugałam oczami. Ngle poczułam czyjeś spojrzenie na sobie. Recepcjonistka patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Otrząsnełam się i podeszłam do niej.
- Dzień Dobry, Ala Morawska. Podobno dziasiaj zaczynam tu pracę. Recepcjonistka poszukała czegoś w papierach.
- Cześć. Jak zaczynasz pracę to idź do Pani Komendant Jaskowskiej. Pokój nr 45 na drugim piętrze.
- Dzięki.-odpowiedziałam i poszłam na drugie piętro.
Weszłam do pokoju komendant. Przprowadziłyśmy krótką rozmowę. Następnie pokierowała mnie na pierwsze piętro. Pokazała mi gdzie się przbierają policjanci i kazała mi iść na odprawę w sali na parterze. Poszłam się przbrać. Mundur był na mnie trochę za ciasny, ale jak wciągnęłam brzuch to weszłam. Po ubraniu się w mundur poszłam na odprawę, do sali, którą mi pokazała Jaskowska. Kiedy tam weszłam nikogo nie było. Tylko Jaskowska się tam krzątała.
- O cześć Ala! Siadaj.
*Krzysiek*
Przbrałem się w mundur. Kiedy wchodziłem na komendę widziałem nową policjantkę. No nie powiem, ładna. Ale Emilka była od niej sto razy ładniejsza. Na samą myśl o Emilce pojwaił się na mojej twrzy uśmiech. Poszłem do sali odpraw. Kiedy tam wszedłem zobaczyłem nową policjantkę siedzącą na krześle i rozmawiającą z komendant Jaskowską. Uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
*Ala*
Kiedy się odwróciłam zobaczyłam czarnowłosego z autobusu. Był też policjantem.
Kiedy zaczęła się odprawa byli już chyba wszyscy. Do pokoju wpadł tylko jakiś mężczyzna nie w czarnym mundurze, ale w niebieskim. Domyśliłam się że był dyżurnym. Nagle komendant powiedziała:
- Chciałam wam przedstawić nową koleżankę, Alicję Morawską. Ale ja osobiście mówię do niej "Ala".
Wszyscy zaczęli się ze mną witać. na końcu przywitał się czarnowłosy mężczyzna.
-Krzysiek Zapała, sierżant.
- Ala Morawska. Też sierżant-uśmiechnęłam się do niego.
- A więc, od dzisiaj patrol 006 to Krzysztof Zapała i Alicja Morawska-omało nie zleciałam z krzesła jak się dowiedziałam, że będę z nim jeździć. Uśmiechnęłam się tylko. Po kilku minutach odprawa się skończyła. Poszłam do pokoju policjantów. za mną wszedł Krzysiek.
- Mogę na ciebie mówić "Krzychu"?- zapytałam Krzyśka.
- Jasne-uśmiechnął się i zaraz dodał- a ja na ciebie Ala.
Uśmiech zagościł na mojej twarzy
c.d.n.
I jakkk? Mam nadzieje że się podoba :) Zapraszam na mojego drugiego bloga:
policjantkiipolicjanciolaijacek.blogspot.com :)
- Kur*a!-zaklnęłam.
Na naprwie auta się nie znałam. Na piechotę nie dojdę, za daleko. Przysiadłam na krawężniku i zaczęłam myśleć. Nagle sobie o czymś przypomniałam. Obok mojego bloku znajdował się przystanek autobusowy. Może z niego uda się dojechać na komendę. Pamiętałam, że znajduje się na bielanach na ulicy ... No właśnie jakiej? Dobra Bielany, nie Bielany. Ruszyłam się z krawężnika i poszłam w stronę przystanku. Kiedy tam doszłam dojeżdżał autobus nr 820. Szybko spojrzałam na rozkład jazdy. Teoretycznie dojadę tym do "Komendy Miejskiej Policji We Wrocławiu". Szybko wsiadłam do autobusu, zaraz za mną wsiadł wysoki, czarnowłosy mężczyzna z brodą, słuchający muzyki. Spojrzałam na niego. Był dobrze zbudowany. Szkoda, że prawdopodobnie widzę go pierwszy i ostatni raz w życiu. Jechałam kilka przystnków, mężczyzna nie wysiadał. Przez chwilę nasunęła mi się myśl, że też jest policjantem KMP, ale szybko wyrzuciłam to z myśli. Autobus zatrzymał się na przystanku "KMP Wrocław''. Wysiadłam i ze zdziwieniem zauważyłam, że carnowłosy też wysiada. "Może to tylko zbieg okoliczności"-pomyślałam. Przyśpieszyłam kroku i weszłam na komendę. W wielkim czerwono-brązowym budynku mieściła się recepcja i schody na pierwze piętro. Zamrugałam oczami. Ngle poczułam czyjeś spojrzenie na sobie. Recepcjonistka patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Otrząsnełam się i podeszłam do niej.
- Dzień Dobry, Ala Morawska. Podobno dziasiaj zaczynam tu pracę. Recepcjonistka poszukała czegoś w papierach.
- Cześć. Jak zaczynasz pracę to idź do Pani Komendant Jaskowskiej. Pokój nr 45 na drugim piętrze.
- Dzięki.-odpowiedziałam i poszłam na drugie piętro.
Weszłam do pokoju komendant. Przprowadziłyśmy krótką rozmowę. Następnie pokierowała mnie na pierwsze piętro. Pokazała mi gdzie się przbierają policjanci i kazała mi iść na odprawę w sali na parterze. Poszłam się przbrać. Mundur był na mnie trochę za ciasny, ale jak wciągnęłam brzuch to weszłam. Po ubraniu się w mundur poszłam na odprawę, do sali, którą mi pokazała Jaskowska. Kiedy tam weszłam nikogo nie było. Tylko Jaskowska się tam krzątała.
- O cześć Ala! Siadaj.
*Krzysiek*
Przbrałem się w mundur. Kiedy wchodziłem na komendę widziałem nową policjantkę. No nie powiem, ładna. Ale Emilka była od niej sto razy ładniejsza. Na samą myśl o Emilce pojwaił się na mojej twrzy uśmiech. Poszłem do sali odpraw. Kiedy tam wszedłem zobaczyłem nową policjantkę siedzącą na krześle i rozmawiającą z komendant Jaskowską. Uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
*Ala*
Kiedy się odwróciłam zobaczyłam czarnowłosego z autobusu. Był też policjantem.
Kiedy zaczęła się odprawa byli już chyba wszyscy. Do pokoju wpadł tylko jakiś mężczyzna nie w czarnym mundurze, ale w niebieskim. Domyśliłam się że był dyżurnym. Nagle komendant powiedziała:
- Chciałam wam przedstawić nową koleżankę, Alicję Morawską. Ale ja osobiście mówię do niej "Ala".
Wszyscy zaczęli się ze mną witać. na końcu przywitał się czarnowłosy mężczyzna.
-Krzysiek Zapała, sierżant.
- Ala Morawska. Też sierżant-uśmiechnęłam się do niego.
- A więc, od dzisiaj patrol 006 to Krzysztof Zapała i Alicja Morawska-omało nie zleciałam z krzesła jak się dowiedziałam, że będę z nim jeździć. Uśmiechnęłam się tylko. Po kilku minutach odprawa się skończyła. Poszłam do pokoju policjantów. za mną wszedł Krzysiek.
- Mogę na ciebie mówić "Krzychu"?- zapytałam Krzyśka.
- Jasne-uśmiechnął się i zaraz dodał- a ja na ciebie Ala.
Uśmiech zagościł na mojej twarzy
c.d.n.
I jakkk? Mam nadzieje że się podoba :) Zapraszam na mojego drugiego bloga:
policjantkiipolicjanciolaijacek.blogspot.com :)
piątek, 30 września 2016
Wstęp :3
Chyba się na mnie nie obrazicie, ale założyłam bloga o Alicji. No, coraz bardziej mi się ona podoba :3 Ale pliiis nie wkurzajcie się xD
Jacek i Ola istnieją spokojnie xP
Pozderko
Madaa
Jacek i Ola istnieją spokojnie xP
Pozderko
Madaa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)