Obudził mnie znienawidzony przeze mnie dźwięk budzika. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i pomaszerowałam w stronę łazienki. Na głowie miałam szopę, dosłownie. Po ostatnim wieczorze, usnęłam na kanapie oglądając film. Dopiero o drugiej w nocy obudziłam się i poszłam do łóżka. Mój kręgosłóp domagał się dodatkowej porcji snu, cały czas pobolewał. Kiedy wreszcie udało mi się ogarnąć, zjeść śniadanie i wyjść do pracy, byłam naprawdę szczęśliwa.
Na komendzie czekał już na mnie Krzysiek, wyraźnie nie w sosie.
- Krzysiek, co jest?
- Ojciec Emilki... - zaczął, a po policzku spłynęła mu pojedyncza łza.
- Co ojciec Emilki? Krzysiek, mów!
- Miał wypadek samochodowy. Niedotlenienie mózgu, odma, po za tym grozi mu amputacja ręki.
- Ale chwila! Przecież on nie uznawał waszego małżeństwa! Nie chciał, żeby Emilka za ciebie wychodziła, nie akceptował tego, że będziecie mieli dziecko! A teraz płaczecie za nim?
- Wiem Alicja, jak to wygląda, ale w końcu to ojciec mojej żony! Ktoś, kto ją wychował!
Wolałam się już nie odzywać, tylko wziąć mundur i wyjść.
Zrobiłam zamierzaną czynność i poszłam się przebrać. Kiedy wracałam przebrana, wpadłam na Mikołaja.
- O, sory Mikołaj.
- Nic się nie stało. Słyszałaś, że dzisiaj jeździmy razem?
- Co?! - o mało nie zakrztusiłam się śliną.
- to ty o niczym nie wiesz? Przecież Jaskowska mi mówiła, że Krzysiek od dzisiaj jeździ z Olą, a ja z tobą.
Wypuściłam powietrze z nosa. Czemu Krzysiek mi nic nie powiedział? Przeprosiłam Mikołaja i poszłam do gabinetu Jaskowskiej, dowiedzieć się, czy to prawda...
Ło pierony! Jak mnie tu dawno nie było xD Przepraszam za to, ale po prostu teraz bardziej mam fazę na wattpada, więc tu będzie rzadziej xD
Podoba się?